in życie

Bezimienność.

staw-bBardzo go lubię. Przez większość ludzi zupełnie nieznany, żyjący spokojnie w schronieniu drzew i skryty w cieniu sławy swojej sławniejszej, większej i bogatej w ryby siostry Brantki. Pamiętam dzień, gdy go odkryłem. Ciepły, przesycony zielenią i znaną tylko lipcowi wszechogarniającą intensywnością dzień dał mi sowitą nagrodę za pójście mniej uczęszczanym szlakiem. Na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się on niczym wyjątkowym. Był to zapewne jakiś rezerwowy zbiornik wodny, o czym świadczą betonowe płyty, którym jest wyłożony. Również prosty kwadratowy kształt niczym nie zaskakuje. A jednak jest w nim coś, co mnie urzeka. Może to delikatna iskra, która podsyca irracjonalną wiarę, że człowiek wraz z naturą są w stanie stworzyć coś niepowtarzalnego? A może to, że nie ma żadnej nazwy i pewnie nigdy się jej nie doczeka? Bezimienna mądrość uczy w sposób najtrudniejszy, bez jednego słowa i każe sobie zadać trud znalezienia czegoś wyjątkowego w pospolitości. Wiem też, że gdybym miał kiedyś śladem Thoreau zbudować chatę nad stawem, to zrobiłbym to właśnie tutaj. Wiem, że nigdy nie nadam mu nazwy. Największą miarą wielkości wciąż pozostaje nienazwanie.

Write a Comment

Comment

sixteen + twelve =