Sekret.

kosińskiWpatruję się intensywnie w najbardziej znane zdjęcie Kosińskiego, widniejące na obwolucie „Kroków”. Szukam w tym na pół szyderczym spojrzeniu tego, czego nie dostrzegli dziesiątki biografów, krytyków, setki kochanek i miliony fanów. Musi istnieć jakaś tajemnica, której nie zdołał dochować, prawda, której nie ukrył pod płaszczykiem kolejnej wielkiej opowieści. Wiedziony jego przykładem, zamawiam kawę i wkładam słuchawki do uszu. Udaję, że słucham muzyki, podczas gdy podsłuchuję rozmów z sąsiednich stolików. Daremno czekam aby nieznajomi powierzyli mi swoje sekrety. Choć mam nadzieję, że zdradzą mi się sobą, nie słyszę niczego innego, jak nudnych opowieści o pracy, dzieciach i innych głupotach. Banał za banałem. Biorę do ręki książkę i czytam kolejny fragment. Jak to robiłeś, że każda twoja historia jest skokiem w nieznane? Czy jestem tak ślepy, mało twórczy czy też szukam w złych miejscach? Spoglądam ponownie na zdjęcie i zaczynam coś rozumieć.

Nie możesz mi tego powiedzieć, bo sam muszę to odkryć. Nie możesz mi przekazać prawdy, bo wszystko, co opisywałeś, było twoim doświadczeniem. Nie zrozumiałbym tego. Doświadczać znaczy żyć, drogi Jerzy? Czy to była twoja ostania myśl, nim opuściłeś ten świat w akcie samozagłady? Podchwytuję wzrok kelnerki w cichej nadziei na jakąś nić porozumienia, ale jest zbyt zmęczona, aby zdobyć się na jakikolwiek wysiłek. Gdybyś tu był, pewno byłaby już twoja. Uwiódłbyś ją szarmanckim gestem i jednym zdaniem, który zburzyłby cały jej sztampowy świat. Dotknąłbyś niby przypadkiem jej dłoni i pozwolił sobie na nikły uśmiech, po czym oparłbyś dłoń na tym ptasim nosie. I stworzyłbyś z tego wielką historię. Rozumiem teraz, że nigdy nie pokonam cię w równej walce, dlatego nigdy jej nie podejmę. Tylko wtedy będę miał szansę, aby wygrać.