Zapomniane przysłowie.

Nie przesadza się starych drzew, podobnie jak starego psa nie sposób nauczyć nowych sztuczek. Te ludowe mądrości może i trafiają w punkt, skutecznie budząc sprzeciw pełnych ideałów młodych umysłów. Jednak o dziwo nikt nie stworzył takiego przysłowia o czymś znacznie cenniejszym. Wzrastać można tylko przy człowieku, którego się kocha. Prosty, może zbyt oczywisty truizm, przez co zostaje niezauważony do chwili, gdy kochanej osoby zaczyna brakować. Prawda jest jednak zupełnie inna. Takie przysłowie nie istnieje, bo jedyny sposób, aby go dowieść to czyn, a nie puste słowo. Do dzieła zatem przyjacielu, zacznij już dziś!

Nocna dusza.

zachodSłońce właśnie zaszło i zjeżdżam na pobocze. Zatrzymuję się i obserwuję ostatnie barwy nieba zanikające w monotonnej szarości. Robię głęboki wdech i zaczynam się przygotowywać bo wiem, co mnie czeka. To właśnie noc jest tłem i niemym świadkiem wszystkich moich pomysłów. Podobnie jak bohaterowie powieści Remarche ja również dopiero w nocy jestem tym, kim jestem naprawdę. Każdy tekst jaki kiedykolwiek napisałem, powstawał właśnie wtedy gdy cały świat pogrążony był we śnie. Dlatego nie miej mi za złe kochana, że tak przewracam się z boku na bok, gdy leżę obok. Choć wiem, że nigdy nie stworzę niczego doskonalszego, niż faktura twojej gładkiej skóry, nie potrafię wyłączyć tej nocnej duszy. Wybacz mi te momenty, gdy wchodzę do jej i szukam tam natchnienia, zapominając, że ty jesteś i będziesz na zawsze moją największą inspiracją. Może te równoległe światy są naszą jedyną wolnością? Nie wiem i nigdy się tego nie dowiem. Jedno wiem na pewno. Jedyna myśl, która pozwala mi w spokoju zasnąć jest taka, że rano zobaczę obok twe oblicze.

Pytania.

 

KACZYNIECNie mogę zasnąć. Nie pierwszy i wiem, że nie ostatni raz świadomość jest zbyt żywa, by nawet próbować ją uśpić. Nie próbuję, nie staram się. Odpowiadam na jej potrzeby, zadając pytania, które wciąż pozostają bez odpowiedzi. Czy to, że solówka Gilomura z High hopes mogła być jednym powodem, dla którego przyszedłem na ten świat, jest jednocześnie usprawiedliwieniem mojego bytu? Czy to, że cenię sobie pesymizm, wątpliwości i błądzenie, choć raz spotka się ze zrozumieniem, a nie próbą taniej ewangelizacji i próbą nawrócenia na efektywność, pewność i optymizm? Czy to, że tak kocham próbować, a nie działać, pozostanie po wieki moim piętnem, a nie atutem? Czy fakt, że wiem, co jest w życiu ważne jest równoznaczny z tym, że nie ma już po co żyć? A może na odwrót? Dopiero wtedy życie się zaczyna.

Czy fakt, że mogę patrzyć teraz na twe śpiące oblicze kochana nie jest wystarczającą zapłatą za codzienny trud? Czy mogę w życiu chcieć czegoś więcej niż wpatrywać się w nie i cieszyć każdą wspólną chwilą, nim zostanę potępiony przez świat za brak większych ambicji? Może ten dziwny spokój trwa dlatego, że inaczej się znosi bezsenność we dwoje. I pewnie dlatego, że jeśli wiem, iż twoją odpowiedzią na te pytania będzie uśmiech i dotyk twoich ust, to może warto nie spać i czekać na ten poranek?

Cisza.

f13Bo choć wielu wymienia dialog jako kluczową umiejętność w kontakcie z drugim człowiekiem, to jednak milczenie wciąż pozostaje najwyższą formą komunikacji. To w niej słyszę i czuję każdy twój oddech. Cisza, w której nie umknie uwadze żaden gest. Często ten jeden gest ma w sobie więcej szczerości niż setki słownych zapewnień. Cisza, które ma swój tajemny język, gdy dotykamy się nawzajem bez końca. Rozumiemy jej wielkość tak doskonale, że tylko ja jestem tak niemądry, by o tym pisać – wybacz mi moja miła, że nie potrafię dotrzymywać tajemnicy tak dobrze jak ty.

Kocham ciszę, bo była teatrem najwspanialszych chwil mojego życia. Cisza nie jest tak niecierpliwa jak słowo, które walczy o to, aby zostać zauważone. Cisza nie ma początku i końca, jest wszystkim, co było i będzie. Kto wie, czy nie jest właśnie tym, kogo szukamy na kartach świętych ksiąg i w zimnych murach świątyń. Może, gdy człowiek zamknie już oczy i pożegna ten świat, okaże się, że Bóg jest właśnie ciszą i niczym więcej?

Kocham ją prawie tak mocno jak twój oddech, który jest towarzyszy. Prawie tak mocno, jak ciepło twojego ciała. Prawie tak mocno jak chwilę, gdy hańbię ją słowem.

Moje szczęście.

I zasnęła z uśmiechem na ustach. Na przekór smutnemu światu, na przekór sztucznym wyborom. Nawet sen nie zdołał pozbawić jej tej cząstki radości, która nie opuszcza jej nigdy. Opieram głowę na ramieniu i wpatruję się w nią badawczo. To mój obiekt badań. Kim jesteś istoto, która zakłóciła przewidywalny rytm mojego życia? Która wyciągnęła mnie z kolein codziennych przyzwyczajeń? Czy nie jesteś przypadkiem moim szczęściem? Bo jakże mogę cię inaczej nazwać, skoro tylko z tobą czuję się szczęśliwy? Czym innym możesz być, skoro stałaś się moim początkiem i końcem, do którego zmierzam i gdzie wszystko się zaczyna z każdą chwilą, gdy czuję bicie twojego serca? Każdym momentem, gdy twój śmiech budzi we mnie uśpione dziecko. Radością, która ma swój początek i koniec tylko w tobie. To dlatego uczę się ciebie całkowicie. Dotykam każdego fragmentu ciała aby zapamiętać, aby wiedzieć, czuć i nigdy nie zapomnieć.

Mówisz kochana, że jestem taki, jak sobie wymarzyłaś. Czy to nie zabawne, że nigdy ciebie nie wymyślałem, bojąc się żyć wyobrażeniem, a jesteś dokładnie taka jak trzeba? Czy można stać się czyimś niemyśleniem? Cóż za nonsens moja miła! Rozśmieszylibyśmy tym stwierdzeniem wszystkich myślicieli tego świata. Jednak wytłumacz mi jak to jest, gdyż spokoju mi to nie daje. Czy mogę nie tworzyć twego wizerunku i obrazu, po czym zobaczyć cię w jednej chwili i wiedzieć od razu, że w barwę twych oczu pragnę wpatrywać się w każdej chwili aż po koniec świata? Że nic doskonalszego nie wymyślę ani stworzę. Czy mogę wiedzieć i czuć to na pewno czy też to tylko szalony taniec hormonów, który ze znudzeniem w głosie wyjaśniłby mi każdy naukowiec? Cóż mogę chcieć więcej niż wpatrywać się w twe oblicze, gdy nasze oddechy wracają do normy, a delikatne dźwięki Gymnopédie numer 1 przywracają nas światu po chwili najgłębszej ekstazy?

Wiedzieć, choć nie znać podstawy tej myśli, czuć, choć nie być tym uczuciem. Być, choć uciec ze strumienia myśli. Dziś wiem, że mogę to zrobić tylko mając ciebie w swoich ramionach.

 

Dotyk wieczności.

foto13Gdy tylko mógł, niecierpliwie dotykał klawiatury i spoglądał na ekran telefonu. Widział wtedy jej zdjęcie i zaczynał odczuwać dziwny spokój i błogość. Spokój będący jednocześnie aktywnością, która miała jednak w sobie tajemniczy ład i porządek. Bał się, że zakocha się w wizerunku, dlatego patrzył tylko w jej oczy. Wiedział, że piękno kobiety tkwi w jej oczach i jeśli będzie wystarczająco cierpliwy, dostrzeże w nich wieczność. Ten blask nieskończoności, który zachwycał wielkich artystów i zakochanych głupców. Obserwował reakcje swojego ciała, czując przyjemne pobudzenie i przyspieszoną pracę wszystkich zmysłów.
Zrozumiał, że prawdziwe zakochanie nie zdarza się w momencie, gdy się kogoś zobaczy, inaczej zakocha się tylko w wizerunku. Zakochanie następuje wtedy, gdy zrozumie się kim jest druga osoba, gdy zobaczy się ją w pełni, bez żadnych uprzedzeń, obrazów i myśli. Można kogoś znać długo i zakochać się właśnie w tym jednym momencie, gdy ma się odwagę umrzeć dla przeszłości oraz przyszłości i narodzić na nowo w blasku wieczności.
Pamiętał dobrze słowa kobiety, którą kiedyś pokochał, choć wtedy o tym nie wiedział. Brzmiały one: gdy serce czuje naprawdę, to nie wolno kalkulować. Zrozumiał je dopiero teraz. Bo pozwolić się prowadzić sercu to zakończyć egzystencję i rozpocząć prawdziwe życie.

Wbrew pozorom kochać to nie oznacza dzielić szczęście z daną osobą. To byłoby tylko pobożnym życzeniem. Kochać naprawdę to zaakceptować i zakochać się całkowicie. W każdym lęku i cierpieniu. Każdej ranie i bólu. To godzić się na radość wspólnych chwil i rozrywającej serce tęsknoty. To dzielić moment zarówno szczęścia, jak i bólu. Złości jak i radości. To przytulić do serca zarówno anioła jak i demona, który tkwi w człowieku. Miłość to ta siła, która ma odwagę wyjść poza dobro i zło, zobaczyć wszystko bez jakichkolwiek uprzedzeń i pokochać takim, jakie jest naprawdę.

Kochać można całkowicie lub wcale i dlatego jest to tak trudne.