Bezimienność.

staw-bBardzo go lubię. Przez większość ludzi zupełnie nieznany, żyjący spokojnie w schronieniu drzew i skryty w cieniu sławy swojej sławniejszej, większej i bogatej w ryby siostry Brantki. Pamiętam dzień, gdy go odkryłem. Ciepły, przesycony zielenią i znaną tylko lipcowi wszechogarniającą intensywnością dzień dał mi sowitą nagrodę za pójście mniej uczęszczanym szlakiem. Na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się on niczym wyjątkowym. Był to zapewne jakiś rezerwowy zbiornik wodny, o czym świadczą betonowe płyty, którym jest wyłożony. Również prosty kwadratowy kształt niczym nie zaskakuje. A jednak jest w nim coś, co mnie urzeka. Może to delikatna iskra, która podsyca irracjonalną wiarę, że człowiek wraz z naturą są w stanie stworzyć coś niepowtarzalnego? A może to, że nie ma żadnej nazwy i pewnie nigdy się jej nie doczeka? Bezimienna mądrość uczy w sposób najtrudniejszy, bez jednego słowa i każe sobie zadać trud znalezienia czegoś wyjątkowego w pospolitości. Wiem też, że gdybym miał kiedyś śladem Thoreau zbudować chatę nad stawem, to zrobiłbym to właśnie tutaj. Wiem, że nigdy nie nadam mu nazwy. Największą miarą wielkości wciąż pozostaje nienazwanie.

Wieś.

foto18Jest tam coś do zobaczenia? – słyszę pytanie. Odpowiadam odruchowo, że nie. W wiejskich okolicach, z których wracam rzeczywiście nie było niczego konkretnego do zobaczenia. Ani zabytków, galerii, jezior, rzek czy ciekawej architektury. Jednak dlaczego jedynie tam odradza się we mnie siła życia, która z dnia na dzień gaśnie w hałasie miasta? Po chwili żałuję swojej odpowiedzi, bo jednak jest tam coś. Stara dziurawa droga z długą łataną co rok historią. Przydrożny krzyż, przy którym kolejne pokolenie składa kwiaty i pali świece ku pamięci przodków. Zbyt szybko jeżdżący młodzi mieszkańcy, którzy za wszelką cenę chcą uciec od swojej wiejskiej tożsamości. Nieodmiennie zdziwione spojrzenie mieszkańców, którzy nie rozumieją, czego szuka tu miejski głupiec. Wiem, że spotkam przynajmniej jedno kobiece tęskne spojrzenie, które ma nadzieję, że to ja uwolnię ją z tkwienia w tym miejscu. Jest pierwotny zapach, który towarzyszy człowiekowi od tysięcy lat. Jest również cisza, w której wszystko staje się głośne i wyraźne. I wtedy rozumiem, że to pytanie jest źle postawione. Tam, na wsi, gdzie rytm wyznacza wciąż natura, a nie chęć szybkiego zysku, nigdy nie będzie nic do zobaczenia. Będzie jednak do doświadczenia nie jedna rzecz, ale całe prawdziwe życie. Nie można zobaczyć konkretnej rzeczy tam, gdzie jest wszystko.