in zrozumienie

Obojętność.

Ta bezsilność jest najgorsza. Człowiek jest w stanie wierzyć w to, że będzie lepiej lub może zapomnieć o tym, co było. Zawsze ma jakąś moc czy wypływ. Tymczasem jest pierwszy marca i pada śnieg. Mam tego tak serdecznie dość, choć zdaję sobie sprawę, że nie o pogodę chodzi. Boli mnie ta obojętność, że mój pierwszy marca nic natury nie interesuje. Mogę stworzyć nowy kalendarz i stać się najbardziej znanym wynalazcą na świcie, a jej wciąż nie będzie to nic obchodzić. Zrozumiałbym, gdyby robiła to celowo, mógłbym poczuć się nawet godnym przeciwnikiem. Co może być gorszego od jej obojętności? Lepiej zostać znienawidzonym niż nie zauważonym. W końcu tylko od ludzkiej interpretacji zależy czy to co czuję nazwę miłością czy nienawiścią, granica jest bardzo cienka. Obojętność jest o wiele gorsza. Nienawiść nie wyklucza tego, że dostrzegam człowieczeństwo. W końcu jest ktoś, kogo nienawidzę. Gdy jestem obojętny, nawet go nie zauważam.

Czy fakt, że boli mnie dzisiejsza plucha, jest dowodem mojej słabości? Czy zmieni cokolwiek poza tym, że napiszę kilka zdań, które i tak nie zbawią świata? Iluż to głupców przede mną dochodziło do podobnych wniosków, by zaraz po zdaniu sobie sprawy ze swojej głupoty zostać mędrcami?

Szukam odpowiedzi i nie potrafię pozbyć się obrazów dzisiejszej drogi. Brzydoty, które nie pozostawiła mnie obojętnym. Piękna, które dostrzegłem w drugim momencie. Tego, co nie pozostawiło mnie obojętnym. Gdy nie znajdę odpowiedzi, obojętnym mam szansę zostać. Ale będę jej szukał, bo boję się nim stać.

Write a Comment

Comment

4 × one =