Sekret.

kosińskiWpatruję się intensywnie w najbardziej znane zdjęcie Kosińskiego, widniejące na obwolucie „Kroków”. Szukam w tym na pół szyderczym spojrzeniu tego, czego nie dostrzegli dziesiątki biografów, krytyków, setki kochanek i miliony fanów. Musi istnieć jakaś tajemnica, której nie zdołał dochować, prawda, której nie ukrył pod płaszczykiem kolejnej wielkiej opowieści. Wiedziony jego przykładem, zamawiam kawę i wkładam słuchawki do uszu. Udaję, że słucham muzyki, podczas gdy podsłuchuję rozmów z sąsiednich stolików. Daremno czekam aby nieznajomi powierzyli mi swoje sekrety. Choć mam nadzieję, że zdradzą mi się sobą, nie słyszę niczego innego, jak nudnych opowieści o pracy, dzieciach i innych głupotach. Banał za banałem. Biorę do ręki książkę i czytam kolejny fragment. Jak to robiłeś, że każda twoja historia jest skokiem w nieznane? Czy jestem tak ślepy, mało twórczy czy też szukam w złych miejscach? Spoglądam ponownie na zdjęcie i zaczynam coś rozumieć.

Nie możesz mi tego powiedzieć, bo sam muszę to odkryć. Nie możesz mi przekazać prawdy, bo wszystko, co opisywałeś, było twoim doświadczeniem. Nie zrozumiałbym tego. Doświadczać znaczy żyć, drogi Jerzy? Czy to była twoja ostania myśl, nim opuściłeś ten świat w akcie samozagłady? Podchwytuję wzrok kelnerki w cichej nadziei na jakąś nić porozumienia, ale jest zbyt zmęczona, aby zdobyć się na jakikolwiek wysiłek. Gdybyś tu był, pewno byłaby już twoja. Uwiódłbyś ją szarmanckim gestem i jednym zdaniem, który zburzyłby cały jej sztampowy świat. Dotknąłbyś niby przypadkiem jej dłoni i pozwolił sobie na nikły uśmiech, po czym oparłbyś dłoń na tym ptasim nosie. I stworzyłbyś z tego wielką historię. Rozumiem teraz, że nigdy nie pokonam cię w równej walce, dlatego nigdy jej nie podejmę. Tylko wtedy będę miał szansę, aby wygrać.

Do prostego człowieka.

foto7

Wiele razy zastanawiałem się, dlaczego Stasiuk powtarza w swoich książkach, że ten, kto podróżuje, żyje podwójnie, potrójnie, wielokrotnie. Co może być takiego odkrywczego w pokonywaniu kolejnych kilometrów, kręceniu kółkiem i zmienianiu biegów? W końcu każdy to robi. A jednak za każdym razem będąc w drodze czuję jakbym nie był w niej tą samą osobą. Zupełnie jakbym stawał się na nowo z każdym przejechanym kilometrem. Tak, jakby ta droga tworzyła mnie na nowo. Ile razy miałem wrażenie, że wspólnie z samochodem zbliżam się do tego szalonego celu, który postawiłem sobie w życiu? Aby zrozumieć siebie. To pragnienie, które od zawsze rozśmieszało wszystkich bogów tego świata. Ludzie dzielą się na dwie grupy naiwniaków, którzy przekonani, że to zrobili skończyli w otchłani szaleństwa i tych, którzy na łożu śmierci poddawali się i żałowali podjętego trudu.

Bo skoro życie jest podróżą naprzód, a myśl zawsze krokiem wstecz, to jak mogę zrozumieć? W tym momencie minąłem człowieka orzącego pole. O prosty człowieku, ile razy pragnąłem być taki jak ty! Nie wiesz o tym i nigdy się nie dowiesz, ale każdy myśliciel i artysta wielbi ciebie i twój los. Bo to właśnie ty pozostałeś tak mądry jak w dniu swoich narodzin. Prosty człowiek żyje i nic więcej mu do tego życia nie potrzeba, tymczasem ja walczę każdego dnia, aby w to życie się zanurzyć. Prosty człowiek jest za mądry na to, aby tworzyć wielkie dzieła, bo wie, że samo życie jest takim dziełem. Co miałby jeszcze dopisywać? Czy da się udoskonalić coś tak wspaniałego? Ty nigdy nie wpadniesz na tak szalony pomysł jak ja by jechać setki kilometrów aby zrobić sobie idiotyczną sesję zdjęciową i płacić za to ciężko zarobione pieniądze, bo i po co?

Myśliciel i artysta całe życie będzie szukał drogi, aby urzeczywistnić swoją naturę, zapominając, że nie ma nic do urzeczywistnienia. Prosty człowiek czuje się czasem gorszy czytając nas przez nieuwagę, ale proszę cię, nie czuj się gorszym. To ta ciągła przewrotność naszego życia. Złożona osobowość zazdrości prostej. Introwertyk podziwia ekstrawertyka. Całe życie wyglądamy za sąsiedni płot, obawiając się spojrzeć pod nogi i tratujemy przez nieuwagę mozolnie wznoszone kopce swoich możliwości. Bo to w końcu takie trudne, zaakceptować siebie. Aby siebie zaakceptować, muszę siebie zrozumieć, a jak ma to zrobić?

Wjeżdżam w mgłę i zastanawiam się, czy nie jest to podpowiedź. Może życie to właśnie takie błądzenie we mgle, chaos, w którym nie ma porządku? I w tym chaosie spotykamy się czasami, gdy dopisze szczęście. Bo jeśli teraz tęsknię za fakturą twojej skóry kochana, to czy jest to ruch naprzód, wstecz, do wewnątrz czy na zewnątrz? A może to jest właśnie zrozumienie? Że pragnę czuć bicie twojego serca i zjednoczyć się we wspólnym oddechu? Myśl mówi mi, że to nie może być takie proste. Przez tysiące lat nikt inny by tego nie zauważył? Czym różniłby się człowiek od zwierząt? A może zdolność do myślenia nie jest naszą zaletą, ale skazą, która czyni nas gorszymi, a jedynie ktoś podsunął pomysł, aby wykorzystać to jako atut? Myśl mówi mi, że beatlesowskie „All you need is love” to zbyt oczywista odpowiedź. Prosty człowieku, ty nigdy nie zadasz sobie takiego trudu, ty jesteś za mądry na to, aby się zastanawiać. Ty na wieki pozostaniesz taki jaki jesteś, bo zrozumiałeś siebie. A to zrozumienie polega na tym, że nie ma nic do rozumienia w życiu, tylko trzeba żyć. Daj mi też tego doświadczyć!

Moje szczęście.

I zasnęła z uśmiechem na ustach. Na przekór smutnemu światu, na przekór sztucznym wyborom. Nawet sen nie zdołał pozbawić jej tej cząstki radości, która nie opuszcza jej nigdy. Opieram głowę na ramieniu i wpatruję się w nią badawczo. To mój obiekt badań. Kim jesteś istoto, która zakłóciła przewidywalny rytm mojego życia? Która wyciągnęła mnie z kolein codziennych przyzwyczajeń? Czy nie jesteś przypadkiem moim szczęściem? Bo jakże mogę cię inaczej nazwać, skoro tylko z tobą czuję się szczęśliwy? Czym innym możesz być, skoro stałaś się moim początkiem i końcem, do którego zmierzam i gdzie wszystko się zaczyna z każdą chwilą, gdy czuję bicie twojego serca? Każdym momentem, gdy twój śmiech budzi we mnie uśpione dziecko. Radością, która ma swój początek i koniec tylko w tobie. To dlatego uczę się ciebie całkowicie. Dotykam każdego fragmentu ciała aby zapamiętać, aby wiedzieć, czuć i nigdy nie zapomnieć.

Mówisz kochana, że jestem taki, jak sobie wymarzyłaś. Czy to nie zabawne, że nigdy ciebie nie wymyślałem, bojąc się żyć wyobrażeniem, a jesteś dokładnie taka jak trzeba? Czy można stać się czyimś niemyśleniem? Cóż za nonsens moja miła! Rozśmieszylibyśmy tym stwierdzeniem wszystkich myślicieli tego świata. Jednak wytłumacz mi jak to jest, gdyż spokoju mi to nie daje. Czy mogę nie tworzyć twego wizerunku i obrazu, po czym zobaczyć cię w jednej chwili i wiedzieć od razu, że w barwę twych oczu pragnę wpatrywać się w każdej chwili aż po koniec świata? Że nic doskonalszego nie wymyślę ani stworzę. Czy mogę wiedzieć i czuć to na pewno czy też to tylko szalony taniec hormonów, który ze znudzeniem w głosie wyjaśniłby mi każdy naukowiec? Cóż mogę chcieć więcej niż wpatrywać się w twe oblicze, gdy nasze oddechy wracają do normy, a delikatne dźwięki Gymnopédie numer 1 przywracają nas światu po chwili najgłębszej ekstazy?

Wiedzieć, choć nie znać podstawy tej myśli, czuć, choć nie być tym uczuciem. Być, choć uciec ze strumienia myśli. Dziś wiem, że mogę to zrobić tylko mając ciebie w swoich ramionach.

 

Dotyk wieczności.

foto13Gdy tylko mógł, niecierpliwie dotykał klawiatury i spoglądał na ekran telefonu. Widział wtedy jej zdjęcie i zaczynał odczuwać dziwny spokój i błogość. Spokój będący jednocześnie aktywnością, która miała jednak w sobie tajemniczy ład i porządek. Bał się, że zakocha się w wizerunku, dlatego patrzył tylko w jej oczy. Wiedział, że piękno kobiety tkwi w jej oczach i jeśli będzie wystarczająco cierpliwy, dostrzeże w nich wieczność. Ten blask nieskończoności, który zachwycał wielkich artystów i zakochanych głupców. Obserwował reakcje swojego ciała, czując przyjemne pobudzenie i przyspieszoną pracę wszystkich zmysłów.
Zrozumiał, że prawdziwe zakochanie nie zdarza się w momencie, gdy się kogoś zobaczy, inaczej zakocha się tylko w wizerunku. Zakochanie następuje wtedy, gdy zrozumie się kim jest druga osoba, gdy zobaczy się ją w pełni, bez żadnych uprzedzeń, obrazów i myśli. Można kogoś znać długo i zakochać się właśnie w tym jednym momencie, gdy ma się odwagę umrzeć dla przeszłości oraz przyszłości i narodzić na nowo w blasku wieczności.
Pamiętał dobrze słowa kobiety, którą kiedyś pokochał, choć wtedy o tym nie wiedział. Brzmiały one: gdy serce czuje naprawdę, to nie wolno kalkulować. Zrozumiał je dopiero teraz. Bo pozwolić się prowadzić sercu to zakończyć egzystencję i rozpocząć prawdziwe życie.

Wbrew pozorom kochać to nie oznacza dzielić szczęście z daną osobą. To byłoby tylko pobożnym życzeniem. Kochać naprawdę to zaakceptować i zakochać się całkowicie. W każdym lęku i cierpieniu. Każdej ranie i bólu. To godzić się na radość wspólnych chwil i rozrywającej serce tęsknoty. To dzielić moment zarówno szczęścia, jak i bólu. Złości jak i radości. To przytulić do serca zarówno anioła jak i demona, który tkwi w człowieku. Miłość to ta siła, która ma odwagę wyjść poza dobro i zło, zobaczyć wszystko bez jakichkolwiek uprzedzeń i pokochać takim, jakie jest naprawdę.

Kochać można całkowicie lub wcale i dlatego jest to tak trudne.